Gry casualowe – motor napędowy czy przekleństwo branży?
Koniec miesiąca przyniósł wiele spraw organizacyjnych, więc jeśli chcecie być na czasie, koniecznie przesłuchajcie „parafialne”. Kolejny PADcast z powodu odbywających się w Los Angeles targów E3 pojawi się na blogu (wyjątkowo) we wtorek.
Temat tygodnia poświęciliśmy dyskusji na temat gier casualowych. Czy gracze niedzieli rzeczywiście psują branżę i wpływają na decyzje wydawców? Odpowiedź, jak to zwykle bywa, oczywista nie jest.
W newsach sporo kontrowersji – Double Fine znów ruszyło z tacą na Kickstartera, a Naughty Dog, które tak świetnie radzi sobie z aspektami technicznymi swoich gier, nie będzie póki co tworzyło nowych technologii na potrzeby PS4.
W temacie gier ponownie ratuje nas Dawid. Tym razem dla potrzeb działu „Mobilki” sprawdził port gry strategicznej „Ryzyko”, a w grze tygodnia opowie Wam, czy warto jeszcze sięgnąć po ICO HD.
Miłego słuchania!
Co w odcinku?
- 00:01:31 – Parafialne / Ważne, ważniejsze, najważniejsze
- 00:09:55 – Różności społeczności / nasz spłeczność oraz Q&A
- 00:18:05 – Temat tygodnia / Gry casualowe – motor napędowy czy przekleństwo branży?
- 00:47:04 – Newsy / ciekawostki minionego tygodnia
- 01:34:27 – Mobilki / Risk – ios & android
- 01:42:45 – Premiery tygodnia
/ 07.06 – Remember Me & The Elder Scrolls V: Skyrim – Legendary Edition - 01:45:32 – Tanie granie / Telltale Humble Weekly Sale
- 01:48:15 – Gra tygodnia / ICO
Komentarze (77)
Pomijając kwestie finansowe, niedzielniacy* (moja definicja poniżej) mają niestety negatywny wpływ na gry. Produkcje stają się coraz prostsze, łatwiejsze i często prowadzą gracza za rączkę - począwszy od intra, na napisach końcowych skończywszy. Stają się zwyczajnymi "samograjami", wymagającymi od gracza jedynie jednoklawiszowej interakcji i tyle - zero używania szarych komórek, myślenia i niepotrzebnego męczenia się. Ale chyba każdy z nas, jest po części i hardkorem i takim typowym casualem – zwłaszcza po całym dniu siedzenia w pracy...
*niedzielniak - Osoba preferująca prostą i krótką rozgrywkę, z masą ułatwień i uproszczeń. Zwykle nie interesuje się głębiej grami i cała otoczką z tym związaną...
PS. Fajnie, że Padcasty ukazują się wcześniej - przynajmniej umilają mi pracę...
Definicję niedzielnych graczy mamy zbliżoną, ale postrzeganie ich i rynku jako coś negatywnego, jest kompletnie nie do przyjęcia i muszę zaprotestować! :)
Twórcy chyba finansowo nie narzekają. Swoje zarabiają, w przeciwnym razie nie byłoby takiego parcia na casuali. Nie wiem czemu ale spora część hardcore'owców autentycznie boi się, że proste gierki zaleją cały rynek growy, i nie będzie komu robić pod prawdziwych mężczyzn. I to, że gry są coraz łatwiejsze to wyłącznie jakieś wymysły albo paranoja. W większości gier jest opcja zmiany poziomu trudności, więc nie wiem o co halo. Fakt, są i gry, które mają zablokowane trudniejsze poziomy rozgrywki. Nad czym ubolewam. :(
A może wszyscy malkontenci powinni zainteresować się trybem multiplayer? W tej generacji doczekaliśmy się sprawnego trybu multi online, dostaliśmy pucharki i achievement'y. Ale ciągle źle. Hardcore'y sami nie wiedzą czego chcą, tak naprawdę. Raz mówicie, że jest za łatwo. Innym razem, że gra za trudna, nie dla mnie. Więc ja się pytam, czego chcecie?
Po prostu wszystkim nie dogodzisz :) Każdy ma swoje zdanie i chwała im za to, bo przynajmniej jest o czym dyskutować.
Niby tak. Ale hipokryzja i egoizm nie jest fajny :( Najlepiej zwalić wszystko na biednych casuali i developerów, że w ogóle wypuszczają dla nich gry. Straszne jest to, że duża część hardcore'owców chciała by gry wychodziły wyłącznie pod własne preferencje i tylko dla siebie. Nie dopuszczają myśli, że ktoś może się dobrze bawić w innej grze niż on.
A to już inna sprawa. Skoro proste i łatwe gierki mają swoich odbiorców to znaczy, że są potrzebne, ale tak jak powiedziałam, to że jest moda na granie nie powinno wpływać na te bardziej zaawansowane gry. Każdy gracz powinien mieć możliwość wybrania czegoś dla siebie. Gry nie mogą (przynajmniej nie powinny) zmierzać w jednym kierunku i tylko do jednego rodzaju odbiorców.
W końcu zgadzam się z kimś w 100% :D
No może nie do końca. Sprawa uproszczeń w grach bardziej zaawansowanych (jak to ładnie ujęłaś), jak na moje może być pod warunkiem, że wszystkie rodzaje easy mode'ów będą opcjonalne a nie zamieszczone w standardzie, bez możliwości odhaczenia. ;) Rynek powinien się rozrastać i być przystępny dla każdego. Nie wyobrażam sobie sytuacji w której nagle wychodziłyby same ambitne filmy. Lubie takie kino, ale jakieś durne komedie typu American Pie też. :)
Masz rację, że nie powinny - ale niestety zmierzają tylko w jednym kierunku, do drzwi z napisem "casual". Są co prawda przebłyski w postaci "Dragon's Dogmy" czy chociażby "Dark Souls" ale niestety znaczna większość produkcji, jest / będzie skierowana w stronę mniej wymagającego gracza...
Ja bym powiedział, że drzwi otwierają się dla szerszej grupy odbiorców co nie oznacza, że zamykają się dla hardcore'ów. Postawcie się z drugiej strony. Jest masa gier arcade, czy to na XBL, PSN, Steam..., które są strasznie trudne. I co taki gracz ma powiedzieć? Z pozoru prosta, mała gra ale targetem są wyłącznie zaawansowani gracze. W dodatku brak opcji zmiany poziomu trudności. Podam na szybko trzy przykłady: Spelunky, Knytt Underground, Joe Danger 2: The Movie. Jak ktoś przejdzie kaskadera na 100% to wielki szacun się należy. Wielu graczy właśnie Demon Souls czy Dark Souls wystawia na piedestał. Nie grałem w żadną z tych gier, ale ufam że są faktycznie strasznie ryją beret. No ok, a czy dla was marudy, scalakowanie Batmanów na hardzie jest jakimkolwiek wyzwaniem? Bo dla mnie osiągnięcia nie tylko wydłużają rozgrywkę, ale w wielu przypadka podwyższają poprzeczkę. Są tytuły gdzie występują też inne tryby, nie tylko fabularne, które potrafią dać mocno w kość.
A jak chcecie się kaleczyć, to wybierajcie gry kierowane stricte pod rywalizacje i maxowanie. Np. gry strategiczne (Civilization), sportowe (FIFA, PES), bijatyki (Street Fighter), fps'y itp. Jeśli AI wam nie wystarcza, to grajcie z ludźmi!
Domyślam się, że ollesternowi chodzi nie tylko o poziom trudności, ale również o spłycenia fabularne itp.
Dokładnie, bardziej chodzi mi o kwestie fabularne a dopiero na końcu o poziom trudności (sam też nie jestem jakimś uber-pro skillowcem). Chociaż nie powiem - wszelkie ułatwiacze typu duża, żółta, pokazująca drogę strzałka, nie jest moim ulubionym elementem w grach ;)
@Tomasz 'Fazza' Hoppe - trochę wyżej zamieściłem moją definicję hardcora...
Tak wiem. Czytałem wszystkie Twoje posty w tym temacie :)
Każdy ma prawo do własnej opinii, jak już wcześniej wspomniałeś. Po prostu wciągnąłem się w dyskusję i tyle. :P
Moim zdaniem, upraszczanie kwestii fabularnych jest robione z myślą o wszystkich, nie tylko graczach niedzielnych. Myślę, że jednym z powodów jest upłynnienie rozgrywki. Po za tym, pewnie nie każde studio (twórca) potrafi, każdy scenariusz wprowadzić w świat gry, tak aby grało się przyjemnie. A nie że 3 godz. płynnej rozgrywki, poznawania świata nagle dostajemy quest, który polega na odnalezieniu jakiegoś chłopa we wiosce. I teraz nie wiemy, jaka wioska, gdzie się znajduje?
Ale zgadzam się, że takie typu podpowiedzi powinny być opcjonalne, jak już wcześniej pisałem. :)
Upłynnienie albo i skrócenie rozgrywki - raz, że gier wychodzi teraz cała masa, a dwa - ludzie niestety mają coraz mniej czasu na granie w bardziej ambitniejsze tytuły i często wolą wybrać jakąś popierdółkę na poranną sesję w toalecie, niż głowić się nad Dark Souls'em...
I dla graczy (choćby dla mnie i Ciebie) byłoby dużo przyjemniej, gdyby twórcy dawali znacznie większą możliwość kształtowania poziomu trudności w swoich produkcjach (wszelkie strzałki, dymki, interfejs, mapa, zadania) - ale niestety chyba się na to nie zanosi...
Niestety, ale wymienione przez Ciebie elementy są częścią designu, pod który często pisana jest rozrywka. Prosty przykład: w RPG ze strzałkami dostaniesz opis od NPC'a: "przyprowadź mi no tego gagatka co się ukrywa w jaskini niedaleko miasta" w RPG bez strzałek opis musiałby być bardziej szczegółowy "wyjdź z miasta w stronę morza, na rozstaju dróg spójrz na wschód i tam dostrzeżesz na wzgórzu jaskinię". W czasach kiedy mało kto czyta dłuższe wypowiedzi NPC'ów to byłaby klęska.
Z drugiej strony, świecące półki mogliby usunąć ;)
Niestety ale masz rację - w dzisiejszych czasach mało komu chce się czytać dłuższe teksty i woli walnąć klawisz "pomiń", ale zawsze można to rozwiązać w inny sposób - opis dźwiękowy + notatnik gdyby ktoś zapomniał...
O ile mnie pamięć nie zawodzi, w Morrowindzie zostało to właśnie zrobione w ten sposób (opis słowny) a strzałka wskazywała ogólne położenie na mapie...
Tylko ktoś musi usiąść i tę zawartość notatnika napisać. A to kolejne roboczogodziny więc i koszt. Mało który deweloper chce przeznaczać środki na zawartość której większość graczy nie zobaczy/doceni. Wiedźmin 2 jest tu chlubnym wyjątkiem od reguły gdzie cały drugi rozdział został rozbity tak, że siłą rzeczy nie widzieliśmy jego połowy :) Niestety, takie czasy, że co raz większą władzę w firmach mają panowie od excela.
Słupki w Excelu decydują o wszystkim niestety. A najlepszym przykładem na to, jest ostatnia akcja z dodatkowym (najwyższym) poziomem trudności w Metro: Last Light, który to został wypuszczony w formie płatnego DLC'ka (free dla pre-orderowców) - ale może i w tym jest jakaś (może i nie do końca fair w stosunku do graczy) metoda - oferowanie różnych poziomów trudności w formie dodatków. Skoro wydawcy sprzedają "zbroje dla konia" i tym podobne pierdoły...
Spokojnie, nie traktuję Twojego wpisu osobiście - przecież to dyskusja i każdy wyraża swoje własne zdanie, które nie musi się pokrywać ze zdaniem innych :)
Dodam jeszcze moją definicję "hardcora", bo może lekko mijać się z ogólnie przyjętą (i może rzuci trochę światła na mój sposób pojmowania niedzielniaków): w moim mniemaniu jest to osoba która żyje grami, interesuje się nimi i wszystkim co jest z tym związane. Traktuje to jako hobby, pasję, przyjemność i po prostu część swojego życia. A ganianie za jakimiś scalakami typu "zabij 10000 zombie przy pomocy łopaty trzymanej w lewej ręcę" i żyłowanie statystyk celem powiększenia sobie e-penisa, to już zalatuje typowym pro...
Natomiast typowy niedzielniak, wbiega do pierwszego lepszego sklepu z grami i wali tekstem do sprzedawcy: "Daj mi Pani jakieś wyścigi", bierze, płaci i leci do domu. Wkłada płytkę do napędu i jedzie: pierwsze okrążenie, drugie, trzecie i dupa - przegrywa na ostatniej prostej. Powtarza zawody parę razy i nic. Ale nagle wyskakuje oczodajny komunikat: "Szanowny graczu, za jedyne 9,99$ możesz wygrać ten wyścig i przejść dalej - wystarczy kliknąć...". Pay to Win ;)
Wiesz, problem w tym, że obecnie poziomy typu "ultra-hard" dorównują co najwyżej poziomowi "normal" z dawniejszych produkcji. Tak więc ten wybór jest raczej czysto iluzoryczny, bo rzadko się zdarza, by gra rzeczywiście posiadała PRAWDZIWY poziom "bardzo trudny".
koleś, który gra w bf, coda, czy jeszcze dwie czy trzy inne gry nie jest żadnym hardcorem (co najwyżej no-lifem). podobnie jak czytelnik powiedzmy tylko harrego pottera nie jest hardcorowym czytelnikiem książek. hardcorem jest osoba która gra sporo, choć niekoniecznie bardzo dużo, interesuje się branżą, ma dużą wiedzę na temat gier, w tym wiedzę historyczną, ograła wiele ważnych pozycji z różnych platform, gatunków, czasów, etc.
też mi się wydaje, że ludzie którzy grają w jedna grę to nie mają nic wspólnego z hardcorami :)
A ja się nie zgadzam, ilość ogranych gier o niczym nie świadczy, liczy się pasja i przyjemność z grania.
pasje do gier ma mój syn a z hcg go nie uważam ;)
Pasja, przyjemność i interesowanie się ;)
hcg żyje Światem gier i to bez dwóch zdań to go wyróżnia a ilość ogranych gier spędzonych godzin, to są poboczne składowe...
Oj, to wychodzi na to, że jednak niezły z Ciebie hardkor :p
ja to widzę inaczej. weźmy np rycerza z bractwa i historyka militariów. rycerz zna się na średniowiecznym uzbrojeniu i technikach walki, historyk tak samo. ale historyka nie nazwiesz hardcorowym rycerzem, bo się zna! jak napisałem wcześniej, nie trzeba grać jakoś super dużo (sam nie jestem jakimś maniakiem), ale jednak swoje trzeba ograć
Swiatem gier zyje on-life, hc zyje statystykami z gier.
hmmm statystyki z gier ?!? to jakie staty wyciągnę z Journey lub ICO ?
Nie wiem, jestem hardcorem, nie gram w takie gry :)
Hehe, a ja się tu nie zgadzam ani z Dawidem ani z Pawłem :)
Nie no trochę przesadzam. Zgadzam się po części z Pawłem, w tym że gracz hardcore'owy wcale nie musi wszystkiego smakować. Mało tego, player który skupia się głównie na jednym tytule, ma na pewno większe szanse na bycie Pro graczem. A wg. mnie jest to najwyższy stopień kozactwa w grupie hardcore'owców.
Co do pasji i interesowania się, to bardziej przypisałbym graczom, którzy skillują dany tytuł na potrzeby rywalizacji z innymi graczami. W mojej ocenie, nie jest to wymagane do bycia hardcorem. A przyjemność z grania czerpią jedni jak i drudzy :)
Mylicie pojecia, hardcore to kaskader z hollywoodu xD A tak serio. Gracz hardcore niekoniecznie duzo gra. Gracz hardcore'owy, gra wedlug wlasnych utartych schematow, gra typowo pod statystyki (taki nerwusek :) Gracz no-life, gra bardzo duzo nie pod statystyki, poprostu lubi. Co do gracza, ktory ogarnia nie tylko gry, ale i otoczke z nimi zwiazana jest to pasjonat, z hardcorem moze nie miec nic wspolnego. Hard graczem, jest ten co spina sie w grze o byle co, a nie ten co duzo gra lub interesuje sie branza. A czy wy jestescie hadrcorami? z hollywoodu oczywiscie:P
heheh ciekawa definicja :)
Myślę, że dla każdej osoby definicja hardcorowego i casualowego gracza będzie się trochę różnić. Dla mnie hardcorem jest na przykład osoba, która sporo gra i ogólnie jara się grami (takimi bardziej rozbudowanymi) a casualem jest osoba, która jak już gra to w takie popierdółki. Teraz generalnie granica między jednym a drugim się coraz bardziej zaciera ze względu na to, że gry stają się coraz bardziej modne i na tendencję developerów do tworzenia gier przystępnych dla szerszego grona odbiorców.
Jasne, definicja harda jest inna dla kazdego. Hardcorem moze byc kazdy, zalezy dla kogo. Dla gracza casualowego, kto inny jest hardcorem i dla gracza hard, kto inny jest hardcorem. Co do zacierania się granic, między hardcorem a casualem. Moim zdaniem nie jest to prawda, czesto gracze nazywaja siebie hardcorowcami, po ograniu 1 gry w trybie hard, w takim razie wynikaloby, ze graczy hardcorowych nie jest 10 czy 20% a 70, 80% Co nie jest prawda. Tak wiec, ciemna strona mocy ma sie dobrze :D
Nie mam nic przeciwko produkcjom casualowym. Niech sobie studia zarabiają nimi na gry dla hardcorowców, tylko niech nie równają wszystkiego do tego poziomu. Powinna być zachowana równowaga i podział. Albo się coś kieruje do pasjonatów, albo do odbiorców, którzy czasem lubią sobie w coś zagrać, a nie trochę dla obydwu grup, bo wtedy nikt tak naprawdę nie będzie zadowolony.
Double Fine nie jest winne tego, że znów atakują kickstartera. Tutaj winny jest sam kickstarter, bo to w jego obowiązku jest pomaganie małym lub początkującym, a firmy które mają zaplecze finansowe powinny być blokowane. Skoro takie firmy jak Double Fine widzą łatwą kasę, a sam kickstarter na to pozwala to czemu nie. Kwestia też jest w samym produkcie od Double Fine, bo hejt na nich leci, a może te gry co robią będą naprawde dobre, poczekamy zobaczymy.
Nie neguję Double Fine jako twórców - bo niektóre ich gry są świetne, ale samo ich zachowanie i "zachłanność". Nie są ani poczatkującym, ani tym bardziej biednym studiem - stać ich na sfinansowanie swoich nowych projektów, bez udziału kapitału od graczy...
Sam Kickstarter nie jest też oczywiście bez winy, ale z drugiej strony - nie zapominajmy, że oni na tych projektach zarabiają - a znane nazwisko jest raczej gwarantem pozytywnego zakończenia zbiórki i procenta do kasy. O ile sama idea platformy w początkowej fazie była świetna, tak teraz przypomina to festiwal zapomnianych gwiazd, które nie maja co z sobą zrobić...
Kickstarter nie jest tu niczemu winny. Jest to jedynie narzędzie, którym posługuje się człowiek. To tak jakby wycofać ze sprzedaży noże, albo inne ostre akcesoria tylko dlatego, że mogą zostać wykorzystane do niecnych celów. Zapominając tak naprawdę, jak wielkim to był dla nas odkryciem, i jak wpłynęło to na rozwój ludzkości. Idąc dalej, może zakażmy się rozmnażać? Przecież jakiś procent dzieciaków, w przyszłości wyrośnie na kryminalistów. Wszystko zależy od ludzi, gwóźdź się sam nie wbije ;)
Tak jak wspomniałeś. Kickstarter jest narzędziem tak samo jak nóż tyle, że używanie noża jest określone prawnie, co wolno a czego nie. Na kickstartera może przyjść każdy, mały lub corp. Nie jest to określone. Tak więc, tutaj sprawdza się stara zasada, co nie jest zabronione jest dozwolone. Ja nadal uważam, że to kickstarter ponosi winę za taki stan rzeczy, bo to jego piaskownica i to on powinien dbać o ład i porządek.
Otóż to. Czyli nie sam kickstarter (narzędzie) jest temu winne, tylko burdel prawny.
Pisząc kickstarter, miałem na myśli ludzi ogarniających tę stronę, a nie samą stronę. To właśnie ci ludzie są odpowiedzialni za taki stan rzeczy .
Moim zdaniem w rozmowie o silnikach gier Nizi miał najwięcej racji. Nie znam się, ale podobnie jak ekipa padtv, też się wypowiem w tym temacie. Wcale nie bałbym się o jakość nowego dzieła Naughty Dog na ps4. To, że użyją tego samego silnika tylko, że przerobią go na architekture x86 wcale nie oznacza, że to będzie słabsze niż jakby robili silnik od nowa. Wg mnie podjeli bardo dobrą decyzje używajać starego silnika, po co odkrywać koło na nowo.
Zwiększą jakość modeli, rozdzielczość tekstur, dadzą bardziej szczegółowe animacje, więcej shaderów, zwiększą draw distance oraz ilość obiektów na ekranie, dodadzą najnowszego Hawoka (od fizyki) i będzie nextgen ;)
Przytaczanie przykładu Guerrilla Games wcale nie oznacza że dzięki temu ze pisali od nowa uzyskali lepsza jakość. Mogło tak być ze stary ich silnik po prostu był
slaby i np zmienił się team developerów (na lepszy) i postanowili napisać coś lepszego od nowa - a to co mówili dziennikarzom to marketing ;)
Ostanio odpaliłem sobie na PC Call of Duty black kox 2 i zaskoczyłem się - jaka tam ładna grafika. W przypadku CoDa winą za wtórność nie obarczałbym samego silnika.
Reasumując: Co z tego że silnik jest stary, jak jest dobry i tak wszystko jest w c++ pisane, który wg wiki pojawił się w 1983 roku.
Czekam na recenzje i wrażenia po odświeżonej wersji Shadow of the Colossus. Gra wywarła na mnie większe wrażenie niz ICO, może dlatego, że grałem w nią pierwszą.
Ludzie mówią że SotC ma zbyt przestarzałe rozwiązania gameplayowe, ale ja grałem pierwszy raz jakoś rok temu i grało mi się lepiej niż w jakąkolwiek grę z tej generacji.
Gunslinger baardzo dobra gra ;)
Zgadzam się - Gunslinder jest bardzo miodny i ma bardzo, bardzo fajną i klimatyczną ścieżkę dźwiękową. I nieźle zrobione ekrany przedstawiające bohaterów...
i heady siadają fajnie
Zgadzam się odnośnie rozmowy o silnikach. Trochę przykro się tego słuchało, bo dyskusja była zacięta (niektórzy się mocno zaperzali w trakcie), ale bardzo mało merytoryczna. Chyba, że o czymś nie wiem i któryś z was chłopaki utrzymuje się z pisania gier? Czy gdybacie od tak sobie?
A dlaczego mogę ufać w dobrą jakość modyfikowanego silnika od Naughty Dog, a nie ufam Activision? Może dlatego, że widzę różnicę między U1 a U3 (oraz TLOU) na tym samym ciągle modyfikowanym silniku, oraz widzę, a raczej nie potrafię dostrzec znacznych różnic w silniku i wyglądzie gry między COD:MW a COD:BO2. Naughty Dog zasłużyło sobie na spory kredyt zaufania, czego nie mogę powiedzieć o Activision.
nie trzeba pisać gier aby rozumieć zmiany jaki wymusza przejście na inna architekturę lub na czym polega skalowalność
mam świadomość, że pisanie gier a tworzenie systemów ERP to nie to samo natomiast zasady i reguły są podobne w oby tych światach,
PS4 to wyprawa na nowy szczyt i nie powinno się iść na niego w japonkach z wakacji na których byliśmy już dwa sezony, nie uważasz?
Zgadzam się. Ale też nie wiemy co się kryje za stwierdzeniem jednej firmy "modyfikujemy stary silnik" a stwierdzeniem innej firmy "piszemy nowy silnik". W obu wypadkach procedura mogła wyglądać identycznie, inaczej ją tylko nazwali. Sam przecież podkreślasz, że nie mogą od tak sobie wziąć starego silnika i odpalić go na nowej architekturze. I podejrzewam też, że nie zakładasz, że po prostu napiszą emulator na nową platformę ;) Więc stwierdzenie "modyfikujemy stary silnik" nie znaczy nic.
Nie mamy informacji jak silnik był przenoszony, ile się z niego zostało, czy zostawili sobie tylko szkielet, czy może tylko przenieśli swoje stare triki i sztuczki aby optymalnie wykorzystywać zasoby. Nie wiemy tak na prawdę nic poza lakonicznym jednozdaniowym stwierdzeniem.
Pożyjemy zobaczymy jak to będzie wyglądało. Wiemy jednak jak wygląda nowy COD od Acti na XO, i nie oszukujmy się, wygląda słabo.
stary silnik ;) sami się przyznali trochę rasowali i tyle... ale bez szału to prawda!
tak pożyjemy zobaczymy, to prawda, natomiast nie możesz nam zabronić lub zarzucać, że się nie znamy, bo ja na podstawie własnych doświadczeń zawodowych ( mówię wyłącznie o sobie ) wiem czym jest przesiadka ;)
Zarzucam jedynie, że (między wierszami) twierdzisz jakoby ND z racji korzystania ze starego silnika nie będzie w stanie wypuścić świetnego tytułu. Jednocześnie nie mając wiedzy (bo nikt poza programistami z ND tego nie wie) o tym co kryje się za tym jednym, jedynym zdaniem "Skorzystamy ze starego silnika". Próbujesz twierdzić, że to dokładnie to samo co w przypadku Acti, ale oni nie zrobili zbytnio postępów w obecnej generacji (w kwesti silnika), a to co już pokazali z myślą o następnej generacji delikatnie mówiąc nie zachwyca.
Acti nie czuje potrzeby się starać każdy nowy cod sprzedaje się jak ciepłe bułeczki ;) Nie spodziewam się zbyt wiele po tym tytule... od czasu do czasu kupuje Cod'a - MW, MW2, Black Ops i na jakiś czas mi wystarczy... trochę innowacji muszą wprowadzić, ale też zaprzestać wydawania raz do roku!
"PS4 to wyprawa na nowy szczyt" a gdzie tam to stary dobry PC ;)
ND używa pc do kompilacji źródeł ;) więc to nie ten case :)
Moim zdaniem zachowają elementy związane z fizyka, animacją, kolizją obiektów, światłem itp to jest nie zależne od architektury, jeżeli dodatkowo mają umiejętności żeby przerobić to z obsługi cela na x86 - to nie widział bym problemu w zachowaniu obecnego silnika. Podstawowe pytanie ile tego silnika zostanie napisane napisane na nowo a ile zostanie z poprzedniej wersji. To tak jak z silnikiem od Guerilla games, nie wiemy dokładnie jaka ilość zasobów z poprzedniego silnika została przerobiona na potrzeby nowego... itd. itp.
jeżeli ten stary od ND będzie tak stary jak piszesz to oznacza, że jest nowy :)
wszystko zależy od pojęcia co oznacza stary silnik ;) to jak z kobietami ;)
Uwielbiam starsze kobiety. :> Nie jakieś babcie ale takie w przedziale 36-45, uważam za optymalny wiek. Mają coś w sobie, co nie oznacza, że nie pociągają mnie młode :)
+1 dla Ciebie Nizi :)
Mam dokładnie podobne zdanie jak Ty kolego. Niestety było 2 na jednego i mocno Nizi został zdominowany a wg mnie to on lepiej argumentował swoje racje. Nie wiemy jak wygląda silnik Naughty Dog bo nikt z nas na nim nie programuje. Skąd więc przypuszczenia, że będzie on wąskim gardłem w nowej architekturze? To tak jakby powiedzieć, że grafik który korzysta z Photoshopa CS3 będzie robił gorsze prace niż ten korzystający z CS6. To jest bzdura i błędne założenie. Nie wiemy też o co dokładnie chodzi w pozostaniu na starym silniku. Może cały core jest wywalony i przebudowany a pozostały tylko to nad czym pracowano bardzo długo i jest do dzisiaj niewykorzystane z powodu barier starej generacji.
dokladnie ;)
Ahoj!
Gry casual'owe i hardcore'owe to temat rzeka z silnym prądem. Uważam, że takie grupowanie gier jest strasznie ogólnikowe i w większości nieprawdziwe. Rozdzieliłbym na gry, ze względu na promowanie, reklamowanie, czy też ukierunkowanie tytułu pod danego odbiorcę, oraz
ze względu na rozgrywkę np. tryb gry czy poziom trudności. Inną sprawą jest mieszanie i błędne używanie terminów tj. casual, noob, scrub, gry dla dzieci, hardcore, no life, pro...
Mój mały słowniczek pojmowania terminów:
* casual (gracz niedzielny) - osoba mało spędzająca na graniu, szukająca prostych i nieskomplikowanych gier, mająca problemy z kontrolerem i z zaadaptowaniem się w nowy świat gry, mało wymagająca, ceniąca jedynie dobrą zabawę.
* noob - delikatnie mówiąc, jest to typ gracza, który nieradzi sobie w danej grze. Tyczy się to osób zarówno początkujących jak i graczy z dłuższym stażem.
* scrub - wszystkie swoje niepowodzenia w grze, zwala na rozgrywkę a nie na swoje błędy, umiejętności czy znajomości systemu gry. Mały przykładzik na podstawie bijatyk: "Co za głupia gra, powinien ją uderzyć!". Gdzie gracz nie ma bladego pojęcia o systemie walki, balansie, nie zna swojej postaci ani przeciwnika.
* no life - grają bardzo dużo. Jest to ich główna forma spędzania wolnego czasu.
* gry dla dzieci - kierowane są do najmłodszych, bez sexu, wulgaryzmów, przemocy itp.
* hardcore'owcy - są przeciwieństwem graczy niedzielnych ale w niektórych aspektach się pokrywają. Jest to grupa bardziej wymagająca. Lubią wyzwania, rozbudowane światy czy rozgrywkę, rywalizację, maxowanie i skillowanie danego tytułu, ogarniają sterowanie, poszukują czegoś więcej niż tylko czysty fun.
* pro - to specyficzny gracz specjalizujący się w konkretnej grze. Posiada on niebywałe zdolności i wiedzę, które potrafi wykorzystać w rozgrywce. Do tej grupy głównie należą e-sportowcy.
Zadajcie sobie pytanie. Czy gra kierowana do niedzielnych graczy może być hardcore'owa? Oczywiście, że tak! Choć jest łatwa, miła i przystępna dla tej grupy odbiorców, to może umożliwić
rozgrywkę bardziej wymagającym i doświadczonym graczom. Doskonalenie się i maxowanie czasów czy punktów, to tylko jeden z czynników, dla których potencjalnie kierowana gra dla casuali może się równie dobrze sprawdzić dla hardcore'owców. To czy należymy do jednych czy drugich, zależy w głównej mierze od naszego zaangażowania.
Na pytanie, czy powinny powstawać gry dla początkujących i niedzielnych graczy? Zdecydowanie tak! Raz, że są to gry przystępniejsze dla nowych graczy, co popularyzuje nasze medium i pozyskuje nowych odbiorców. Dwa, część z nich siłą rzeczy zacznie sięgać po bardziej wymagające tytuły. Trzy, jestem za wolnym rynkiem.
Witam
Owszem pisząc na temat pada i kinecta pisałem żartem ;)
Wracając lekko do XO to myślę że to co ludzie mówią , że gry używane to zuo , to powiem wam że chyba nie tak do końca bo właśnie tu jest pies pogrzebany . Firmy tracą na tym miliony bo sprzedają grę raz ale potem ją odkupuje np 5 osób na czym zarabia sklep a nie firma która grę wyprodukowała . Gdzie po jakimś czasie ludzie zaczynają narzekać że kupiły grę a nie jest skończona , wydawca na nich zarobił itp . Takie moje zdanie bo DLC też kosztuje a jeśli my nie wspieramy firm kupując nowych gier tylko używane to potem nie powinniśmy wymagać cudów i że nas wydawca oszukał . ( w szczególności kupując grę na PSS w dwie osoby gdzie dzielimy koszty co jest nielegalne a wymagamy tego co ludzie którzy złożyli preorder )
Co do graczy hardcorowych to myślę że taki jest raczej no life-m i jest osobą która spędza przed grami ponad 5h dziennie a takie granie w gry skakanie z tytułu na tytuł to jest casual bo nie przywiązujemy do nich wagi . Z drugiej strony osoby które interesują się bardziej w temat gry i to co wokoło nich się dzieje to jest fan( atyzm ) niż hardcore . Na własnej osobie mogę powiedzieć że gram tylko w BFy bo lubię grać i gadać ze znajomymi ale że nie gram co dzień bo mi życie prywatne na to nie pozwala nie uważam się za hardcorowca a bardziej za casuala .
Zapomniałem dodać że Dawid sprzedałeś chyba Mirrors edge-a ale mogę się mylić ;)
Oj,
Ja broniłem konceptu XO w USA, bo uważam, że tam będzie sprzedawał się wyśmienicie (może jeszcze w Japonii) Europa pod kątem usług multimedialnych wypada blado, ale tego MS nie zmieni. Co do używek, do moim zdaniem odsprzedawanie prywatne - między graczami powinno być dozwolone, ale dystrybucja przez sklepu typu empik już nie (oczywiście rozwiązać się tego prosto nie da [a już na pewno nie w Polsce])
Co do HC/PRO/Casual - ja gram sporo, ale jakoś nie uważam, żebym należał do HC albo PRO, nie wiem czy powinienem się zaliczać do casuali... Co prawda nie wbijam platynek jak DJYano :D, ale kilka ładnych godzinek na padzie wykręconych jest (nie wspominając o myszce i klawiaturze...)
O sobie powiedziałbym, że lubię grać :]
Co do bycia casualem moja definicja jest ściśle związana z czasem jaki gracz poświęca na granie - bo to definiuje resztę, czyli: jeśli spędzamy więcej czasu na graniu to szybko nudzą nam się proste gry. Bardziej opanowujemy kontrole padem, koordynację ręka-oko, tym samym stajemy się lepsi w gry i szukamy czegoś trudniejszego. Grając coraz więcej w końcu wypracowujemy swój styl grania, swoje ulubione gatunki i zaczynamy szukać w internecie informacji o grach - aby grać tylko w najlepsze tytuły i tym samym zaczynamy interesować się otoczką okołogrową. Największe hardkory zakładają serwis internetowy o grach, bo samo granie to dla nich za mało ;)
Wg mnie casual wcale wcale nie musi mało grać. Ani nie jest regułą to, że szybko się takie osoby nudzą rozgrywką i szukają czegoś nowego dla siebie. Świetnym przykładem jest moja mama, która zaczynała od gry "Kulki", a od jakiś 5 lat gra na Nintendo DS Lite. Świetny sprzęt swoją drogą :) Mama gra codziennie, i to nawet sporo. Tylko co z tego, skoro bawi ją jedna i ta sama gra. Po za karcianką, grywała też w inne proste tytuły, niewymagające zdolności manualnych ;) Dla niej jedynym kontrolerem jest stylus, a granie na D-Padzie w Mario to temat nie do przeskoczenia. Szybko się zniechęca i woli formułę, którą już zna.
Nie oszukujmy się, Twoja mama jest hardkorem - moja to nawet nie wiedziałaby jak włączyć grę, a Twoja gra na mało popularnej w Polsce konsolce.
Widać mamy odmienne zdanie. :P Konsole z założenia mają być proste i łatwe w obsłudze. Raz, dwa i już grasz. To, że Twoja mama nie wiedziałaby jak się do tego wszystkiego zabrać, wynika jedynie z tego, że nikt jej nie wytłumaczył. Obsługa telefonu komórkowego jest o wiele bardziej skomplikowana niż odpalenie gry na konsoli. Już bez przesady :)
Wg. mnie gry casualowe są przekleństwem które napędza branżę gier wideo.
Niestety w pewnym momencie dostaliśmy pełen wysyp takich gier co pociągnęło za sobą branże gier.
Z racji tego że po "dniu zero" ( tak określał będę dzień kiedy pełno każualowców wypłynęło do świata elektronicznej rozgrywki ) było pełno każualowców, twórcy zaczęli się więc zastanawiać " po co robić gry tylko dla HC jak ich jest mniej?".
Całym następstwem tego były uproszczenia w różnych grach i w ogóle spłycenie i skrócenie rozgrywki.
Wg. mnie casual gamer to osoba która gra w jakieś proste nie wymagające gierki.
Mam tutaj na myśli te wszystkie gry na kinecta,move'a,facebook'a,małe gry mobinlne,sportowe,bijatyki i różne gry dla dzieci i tryby single player w niektórych fps'ach.
Dodałem do listy gier casualowych tryby single player w niektórych fps'ach nie bez powodu.
W większości te gry opierają się na krótkiej i dynamicznej rozgrywce od checkpoint'a do checkpoint'a. Takie gry są idealne dla casuali ponieważ nie wymagają większego zaangażowania się a jedynie można odpalać je nawet raz na dzień i pograć 20-30 min i wyłączyć bez większego stresu. Oczywiście mowa tutaj o trybie SP co nie oznacza że jak casual zagra w MP to od razu staje się HC Gamerem. Oczywiście może zagrać jeżeli sprawia mu to przyjemność ale wiadomo że będzie grał tylko dla zabawy i wyniki 1/666 nie zrobi mu różnicy.
Tak samo jest z grami sportowymi i biatykami. Gry do samego grania i czerpania zabawy nie wymagają angażowania się i można spokojnie odpalić raz na jakiś czas żeby pyknąć meczyk albo zebrać baty.
Gry na kinect'a, move'a, facebook'a i mobilki to teren praktycznie tylko casualowy. Mało jest gier kierowanych do HC gamerów a jak już są to są to remake'i itp itd gier z innych platform ( oczywiście wiem że jakieś tam perełki się na pewno znajdą ).
Teraz pora na największy wyznacznik bycia casualem...czyli czas.
Jak dla mnie czas nie ma znaczenia. Znam ludzi którzy grają ledwo co a potrafią w bf3 uzyskać wynik 40/3 a znam też ludzi którzy grają po nawet 45-60 godzin tygodniowo a nie umieją heada założyć.
Dochodzi też znajomość branży. Wiadomo że casual nie będzie się interesował tym, kto wydaje jaką grę, czy akcje sony podskoczyły czy spadły itp itd. Są ludzie którzy nawet nie wiedzą że next geny wychodzą i nie są im do tego potrzebne ponieważ oni mają wszystko co chcą na obecnych konsolach albo nawet na poprzednich.
Znam też ludzi którzy kupują fifę raz na 3-4 lata ponieważ nie widzą sensu brać co rok nowej wersji dla kosmetycznych zmian. Nawet jeden z moich znajomych który dalej gra na ps2 ponieważ nie widział sensu kupowania nowej konsoli tylko dla lepszej grafiki ( takie było jego zdanie ) gra w Fifę 2005 ( czyli chyba ostatnią na ps2 ) i bawi się świetnie grając od czasu do czasu.
Co do Double Fineeeeee to oni jeszcze sami się na tym przejadą. Jeżeli nie odkładają jakoś kasy zarobionej z gier to niedługo będą mieli wielkie problemy. Bańka pęknie, kickstarter wróci do swoich korzeni i będzie platformą do zbierania kasy dla drobnych projektów na start i wszyscy wielcy którzy do tej pory zbierali tam kasę ponieważ nie chcieli wydawać swojej własnej, upadną i będą mieli problemy z podniesieniem się.
W ogóle mam nadzieje że cała półka gier AAA się załamie i koszty wyprodukowania takiej gry będą tak ogromne że nie opłacalne. Dzięki temu twórcy może skupili by się na robieniu troche mniejszych gier z mniejszą akcją marketingową ale za to dających grającym więcej.
Skończył by się ten słaby wyścig w "kto da lepszą grafikę" a zaczął by się porządny na innowacje, lepsze fabularnie gry itp itd.
Kiedyś wszystko było w podobnej grafice i twórcy starali się wymyślać nowe rzeczy a teraz dostajemy tylko niby lepszą grafikę i innowacje jak odpływające rybki kiedy płyniemy obok ( co już było dawno w mario którymś ).
Co do silników graficznych to wsio zależy od umiejętności ND i innych do przenoszenia ich na inne platformy. Jeżeli wiedzą co robią to mogą nawet pociągnąć 3 lata na tym silniku zanim go wymienią na nowy. Oczywiście wiadomo że taki silnik będzie odstawał od takiego Luminous Engine, Fox Engine itp itd, no i w końcu będą musieli nawet na siłę zrobić nowy silnik.
Wszyscy jestescie u pani, bo tylko jedna osoba dobrze definiuje, gracza hardcorowego:P Dokladnie, gracz hardcorowy niekoniecznie duzo gra. Tez mam takich znajomych ktorzy graja malo, graja przewaznie na weekend i przewaznie w 3A, CoD, FIFA, BF3. Ale jak juz graja, to idzie im to naprawde dobrze, bo graja pod wyniki, maxuja staty utartymi sposobami. Taki gracz z casualem raczej nie ma nic wspolnego.